Szablon wykonała Zochan dla Ministerstwo Szablonów

wtorek, 8 września 2015

,,The on­ly way to get rid of a tem­pta­tion is to yield to it." - Cz. 1

Zawsze mam problem z wymyśleniem sensownej nazwy dla jakiegoś opowiadania, więc wstawiłam cytat. :/ Fanfick ten będzie się składał jedynie z 4-5 postów. Nie jest to kontynuacja już zaczętego opowiadania ,,Burdel". Kolejny rozdział z tamtej serii pojawi się najpóźniej w piątek. Fanfick ten znajdziecie z boku, w ,,One-Shotach". ,The on­ly way to get rid of a tem­pta­tion is to yield to it." oznacza ,,Jedyny sposób, aby uwolnić się od pokusy to jej ulec." Cz. 2 postaram się wstawić już jutro.



Pierwszym co poczuł zaraz po przebudzeniu był pieruński ból głowy. Wystarczyło tylko uchylić powieki i z niezrozumieniem spojrzeć w biały sufit, aby oczy odmówiły mu posłuszeństwa. Nie mógł pozbierać myśli i przypomnieć sobie, dlaczego znajduje się w takim stanie. Pulsowanie w głowie było zbyt nachalne i nieznośne aby mógł to znieść. Syknąwszy cicho podniósł się do siadu, kierując spojrzenie w bliżej nieokreślony punkt przed sobą. To nie był jego pokój. To nie były te ściany. Nie to umeblowanie. Nie ten kolor. Zdołał połączyć fakty na tyle, aby stwierdzić, że pomieszczenie jest tym, należącym do jego brata. Pytanie dlaczego tutaj nocował. Odpowiedź nasunęła się wcześniej niż by się spodziewał. Wystarczyło tylko spojrzeć w dół. Pokopana kołdra, nagie ciało i ręka spoczywająca niebezpiecznie blisko tych strategicznych miejsc. Ręka... Czyja ręka? Z walącym sercem, bojąc się o to co ujrzy obok, jego spojrzenie ponownie się przeniosło. Szok to mało powiedziane. Czuł jak serce podchodzi mu do gardła. Dosłownie. Już nawet głowa nie była tak upierdliwa, chociaż czuł, że jeśli by mógł, to by zemdlał. Nagi Itachi w całkowitym nieładzie wcale nie był treściwiej ubrany. Pościel przesłaniała mu jedynie to, co powinna zasłaniać, natomiast cała reszta pozostawała widoczna dla świata. Zamarł. Spanikował. Gdyby to był jego pokój, na pewno wydarłby się, chcąc wyjaśnień. Ale że sytuacja była co najmniej niezręczna - po prostu nie mógł. Głos mu zamarł, a serce wybijało szaleńczy rytm. Do obolałej głowy niemal natychmiastowo wkradły mu się najgorsze scenariusze, chociaż gdzieś głęboko w sobie miał nadzieję, że to tylko sen. Sen, z którego może się obudzić. Wzdrygnął się, omal nie podskakując w miejscu kiedy ciało Itachiego delikatnie się przesunęło. Niedobrze. Jeśli on by się teraz obudził... to byłby koniec. Koniec. Jak najdelikatniej potrafił, starał się przesunąć nagą dłoń brata ze swojego podbrzusza, aby jak najszybciej wycofać się ze strefy niebezpieczeństwa. Będąc wolnym, jak najciszej potrafił zsunął się z łóżka, marząc tylko o tym, aby bezpiecznie dotrzeć do drzwi. Syknął cicho. Dreszcz jaki przeszedł po całym jego karku zaraz po wstaniu na proste nogi był nie do wytrzymania. Ach... więc to on był na dole. Przeklinając się w duchu za swoją głupotę z trudem skierował się w stronę drzwi. Gdyby nie myślał ciągle o tym, że pieprzył się z własnym bratem, to na pewno zdechłby z bólu na tej jebanej podłodze. Ale nie mógł. Za dotarcie w takim stanie do własnego pokoju mogliby mu medal dać. Prychnął bez skrępowania przynajmniej mając pewność, że tutaj nie zostanie usłyszany. Cholerne serce nie chciało się uspokoić. Położywszy się w miarę delikatnie na własnym łóżku przymknął powieki, przez kilka pierwszych chwil mając nadzieję, że to przejdzie. Że zapomni o tym, co zobaczył rano. Ale nic takiego się nie stało. Musiał walczyć sam ze sobą, aby leżeć w miejscu. Jedyną nadzieją pozostawało to, że Itachi nic nie pamięta. Sięgając pamięcią do ostatniego wieczoru szukał jakiś poszlak. Urodziny u Deidary. Głośna muzyka i przekomarzanki. A potem zaczęli pić. I tak się zaczęło. Wzdrygnął się, kiedy w głowie pojawił mu się obraz zapijaczonego brata, z zachłannością wpijającego się w jego wargi.
-Cholera.
Szepnął zaciskając zęby. Musiał się umyć nim brat się obudzi. Doprowadzenie się do stanu używalności też było ciężkie. Kac to nic. Gorzej z chodzeniem prosto. Jak napaleni musieli być, aby tak bolała go dupa! Albo Itachi miał tak wielkiego, albo po prostu alkohol ,,dodał skrzydeł". Brawo, Sasuke. Pogratulować. Twoje myśli właśnie wkraczają na zajebistą ścieżkę. Stanął przed lustrem, krótką chwilę wpatrując się w swoje odbicie. Pomijając podkrążone oczy, bladą skórę i malinki na szyi to nie było tak źle. Najbardziej przejmował się różowymi znakami. To tak łatwo nie zejdzie... a i ukrycie takich śladów może trochę potrwać. Kolejna rzecz do zrobienia. Świetnie. Letnia woda dała mu nieco odsapnąć. Czuł jak przyjemne krople toczą wędrówkę po jego ciele, aby ostatecznie skończyć w szambie. Dało to też krótką chwilę aby uspokoić niechciane myśli. Nie mogło być tak źle. Nie musiało. Wystarczy udawać, że nic się nie stało. Braciszek za dużo wypił aby cokolwiek pamiętać.
-Sasuke!
Drgnął słysząc znajomy głos i automatycznie zerknął w stronę drzwi. Przełknął ślinę. Tylko spokojnie.
-Czego?
Burknął nad wyraz grzecznie, dziękując sobie za to, że głos pozostał normalny. Nadeszła chwila prawdy, na którą czekał z największą niecierpliwością.
-Kiedy zwolnisz mi łazienkę?
Odetchnął z ulgą wiedząc, że po przez szum wody nie zostanie to dosłyszane przez starszego brata. Uspokoiło go to na tyle, że nie musiał się martwić o zmianę barwy głosu.
-Czekaj. Już wychodzę.
Odparł głośniej, zakręcając wodę i owijając się ręcznikiem w pasie. Jeszcze tylko proste kroki i będzie idealnie. Własnie miał zamiar otworzyć drzwi, kiedy przypomniał mu się ostatni, ale najistotniejszy szczegół. Malinki. Przeklinając sam siebie za swoją nieodpowiedzialność wziął ręcznik i ułożył go sobie na ramionach. Przekręcił zamek w drzwiach, a następnie zerknął ku górze. Itachi wyglądał jeszcze gorzej niż on.
-Łazienka wolna.
Mruknął niechętnie, widząc, że ten nie zamierza się ruszyć. A sam musiał poczekać z chodzeniem do czasu kiedy ten nie będzie mógł dostrzec jaka to dla niego trudność.
-Pamiętasz cokolwiek z wczoraj, Sasuke?
Zapytał nagle, marszcząc brwi. Chłopak przyjrzał się uważniej twarzy brata. Wyglądał na... zdezorientowanego. Westchnąwszy pokręcił głową, starając się naśladować swoje normalne zachowanie.
-A co mam dokładnie pamiętać? Chlaliśmy, wróciliśmy i tyle.
Wzruszył niewinnie ramionami, unosząc brew prowokacyjnie ku górze.
-Aż tak się upiłeś, że nic nie pamiętasz?
Zapytał, mając szczerą nadzieję na odpowiedź pozytywną. Nie miał pamiętać. Nie mógł.
-Chyba.
Mruknął najzwyczajniej, znikając za drzwiami łazienki. Dopiero w tej chwili młodszy Uchiha mógł pozwolić sobie na chwilę spokoju. Zjechał po ścianie. Z nerwów skacowana głowa dała o sobie znać, wracając z podwójną dawką bólu. Nie ma co, zapowiadał się ciężki dzień...
***
Śniadanie na które składał się wieli kubek herbaty i proszki przeciwbólowe przebiegało we względnej ciszy. Żaden z nich nie miał nic konkretnego do powiedzenia, toteż nie było potrzeby aby się odzywać. Sasuke siedział już kompletnie ubrany, w swojej czarnej, masywnej bluzie. W ten sposób mógł jednocześnie zakryć szyję i zadbać o wygodę. Natomiast Itachi nie wydawał się zbyt przejęty swoim stanem i posiadał tylko spodnie i podkoszulek. Kiedy mężczyzna wyszedł z łazienki jeszcze przez kilka chwil ze sobą rozmawiali. Dzięki temu młodszemu udało się ustalić, że Itachi nie pamięta kogo przeleciał. Tylko wiedział, że to zrobił. To znacznie ułatwiało sprawę. Jakby pominąć bolący tyłek Sasuke i malinki na karku, to pozostali jeszcze świadkowie. Najistotniejszy element, który budził jego złe przeczucia. Fakt, że na przyjęciu urodzinowym była znaczna część znajomych Łasica jeszcze pogarszała sprawę. Kiedy jednak do wieczora po za mdłościami i wymiotami, które były nieodłączną częścią kaca nic się nie zdarzyło, czuł się spokojniejszy. Wraz ze stopniowo zapadającym zmrokiem zamykał oczy, mając nadzieję, że zaśnie. Duże, czarne słuchawki na uszach nie pozwalały aby dopływały do niego jakieś niepokojące dźwięki. Dlatego właśnie nie słyszał kroków na schodach. Dlatego nie słyszał rozmowy telefonicznej. Dlatego jego drzwi otworzyły się bezszelestnie, dając intruzowi pole do popisu. Uchylił powieki czując dużą dłoń na ramieniu i zerknął sennie w kierunku brata. Niechętnie odłożył sprzęt, uprzednio go wyłączając. Podniósł się do siadu i czekał. Itachi oparł się o jedną ze ścian pokoju. Widział, że nie wie od czego zacząć. Momentalnie wzdrygnął się, zaczynając odczuwać tamten nieprzyjemny niepokój.
-Dlaczego mi nie powiedziałeś?
Padło w końcu, mimo iż jego brat był spokojny. Nie wyglądało na to aby się brzydził. Nie wyglądał na złego. Przez jego głos można było dosłyszeć tylko nutkę minimalnej ciekawości.
-Czego?
Odpowiedział pytaniem na pytanie, przedłużając tę chwilę jak tylko mógł. Chociaż był pewny, że ona nadejdzie.
-Dobrze wiesz czego.
Na ostatnie słowo dał większy nacisk, miażdżąc go swoim intensywnym spojrzeniem. Te oczy z pewnością miały jakąś piekielną moc. I Sasuke Uchiha osobiście to potwierdzi jak będzie trzeba. To pod tym spojrzeniem właściwie od czasów narodzin nie potrafił kłamać. Te oczy przeszywały go na wskroś i docierały tam gdzie nigdy nie powinny. Wyglądało na to, że Itachi już o wszystkim wie. I właśnie dlatego nie wiedział czy się cieszyć, czy bać. Na pewno było mu trudno utrzymać względną obojętność na twarzy, przez którą co jakiś czas przedzierał się grymas lub drgnięcie.
-I co? Miałem Ci powiedzieć, że się pieprzyliśmy jak napalone dziwki pod wpływem alkoholu?
Uniósł brew prowokacyjnie ku górze, nie rozumiejąc.
-Byłbyś zadowolony słysząc całą prawdę?
Mówił, sam nie wiedząc skąd u niego bierze się tyle pewności w głosie. Przecież drżał ze strachu. Ale w końcu wszystko się wydało. Tylko... ciekawe jak.
-To nie jest chwalebne ani dla Ciebie, ani dla mnie.
Wyszeptał, ostatecznie w taki sposób dokańczając swoją wypowiedź. Nastała cisza, przepełniona badawczymi spojrzeniami rzucanymi zarówno przez jedną, jak i drugą stronę.
-Masz rację.
Łasica w końcu zabrał głos, ale nie brzmiał on tak jak poprzednio. Sasuke po przez znajomość brata mógł przynajmniej tyle wywnioskować.
-Najlepiej będzie jak obaj... zapomnimy o tym.
Rozmowa widocznie według niego skończyła się na tym, bo nim młodszy zdołał zareagować brata już nie było. Nie spodziewał się tego. W duchu liczył, że starszy nawet jak się dowie, nie zareaguje w ten sposób. To bolesne, kiedy osoba którą kochasz pomimo wszystko Cię odrzuca. Bo kochał. W szoku pozwolił aby kilka pojedynczych łez spłynęło mu po policzku. Miał dość jak na jeden dzień. 

2 komentarze:

  1. CZEEEEŚĆ~! Wreszcie ci skomentuje, bo za cicho siedzę na twym blogu. xD
    Rozwaliły mnie te rozważania Sasuke na temat powodu bólu w jego zadzie. Itachi ma ten urok, cóż XD
    Sasuke ma niesamowite szczęście do swojego brata... Zawsze zostaje na starcie odrzucony (zazwyczaj). Niedobry Ita, niedobry. >:c
    Kocham twój styl pisania <3 tylko szkoda, że krótkie notki są ;_; a co do błędów, to wyłapałam tylko jeden:
    "To bolesne, kiedy osoba którą kochasz pomimo wszystko się odrzuca." zamiast "się" powinno być "cię ".
    Czekam na kolejną część z niecierpliwością. Chce zobaczyć jak Ita przełamuje się z miłością do braciszka xD
    Dużo weny życzę <3

    OdpowiedzUsuń