Szablon wykonała Zochan dla Ministerstwo Szablonów

wtorek, 22 listopada 2016

Sasuke i sposób na pijaka

Tak, wiem. Dawno nic nie było, nie będę się tu usprawiedliwiać. Wstawiam lekkiego (mam nadzieję shota), a na niedługo wyrabiam się z zaległym rozdziałem i dokończę ostatnią część żonkili. Wyczekujcie z zapartym tchem i kibicujcie mojej wenie.


Skrzywił się z irytacją gdy drzwi wejściowe zostały wcale niedelikatnie zamknięte. A raczej zatrzaśnięte. Z dołu dobiegały go śmiechy spitych znajomych Itachiego. Sasuke zazgrzytał zębami po czym sięgnął po telefon sprawdzając godzinę. 4:40. No tych ludzi chyba już bardzo konkretnie pojebało za przeproszeniem. On rozumiał, że piątek, weekend się bliża, no ale sam miał jeszcze dzień szkoły. I ważny test do poprawienia!
-Zawrzeć ryje! -Syknął, nie zwracając uwagi na to, że prawdopodobnie Itachi był z nimi. Podejrzewał iż również jest mocno spity i raczej nie przywiąże zbyt dużej uwagi do jego słów. Albo zapomni nim w ogóle wybije 6 rano. W takim wypadku pozwolił sobie na więcej, zwłaszcza że był zirytowany. Nie, irytacja to za mało powiedziane. On był wściekły. Sasuke najbardziej na świecie nienawidził gdy się go nagle budziło. A walenie drzwiami wcale do miłych budzików nie należało. Ktoś coś mu odburknął, ale nie zrozumiał ani słowa z tego pijackiego bełkotu. Zaś po tonie głosu zdołał wywnioskować, że był to Sasori. I nie tylko on. Kolejne salwy chichotu. Sapnął, po czym nakrył głowę poduszką, nie mając ochoty opuszczać wygodnego, ciepłego łóżka. Jeszcze czego, żeby przez tych kretynów musiał wstawać. Niedoczekanie idiotów. Przez chwilę nawet miał wrażenie, że wszystko ucichło i zadowolony szykował się do zaśnięcia, ale nie. Coś spadło, początkując charakterystyczny odgłos tłuczenia. Winny prawdopodobnie nawet nie przejął się swoją winą, bo śmiech przybrał na sile. I tego to już było za wiele. Domu demolować nie będą. Po co on ich tu przyprowadził?
-Kurwa. -Przeklął pod nosem zwlekając się z łóżka i ostrożnie zszedł po schodach w dół, nie kłopocząc się czymś takim jak kapcie, czy chociażby światło. Za bardzo zaszkodziłoby to jego biednym oczom.
-Bardzo serdecznie prosiłbym o przyciszenie się, albo opuszczenie tego domu w trybie natychmiastowym. Tak Itachi, ty również, jeśli w tej chwili nie przestaniesz zachowywać się jak twoja przygłupia banda. -Warknął, zerkając przelotnie na zniszczony wazon. Mała szkoda i tak go nie lubił. To brat postawił tu to czupiradło, tłumacząc iż jest prezentem od matki. Cóż, przynajmniej jeden pozytyw tego rozpierdolu.
-Ale S-sasuke noo. Nie bądźź taki, D-dei ma u-urodziny -Wybełkotał niewyraźnie Nagato, podpierając się o wspomnianego Deidarę, który wyglądał jakby miał puścić pawia.
-Wyluzuj młody. Już prawie ranek. -Sasuke spojrzał na Madarę jak na ostatniego ufoluda. Akurat on wydawał się najbardziej trzeźwy z nich wszystkich, co nie oznaczało, że zamierzał przystać tylko dlatego, że znalazł się ktoś, kto nie demolował mu domu, budząc przy tym sąsiadów.
-Wynocha. -Westchnął pocierając skronie ze zirytowaniem.
-Ale S-sasu, my Ci w n-niczym nie przeszkadzamy. -Jęknął Kisame, waląc się na kanapie. I wtem już miał podać milion pięćset rzeczy w których mu przeszkadzają, ale wiedział, że to nie zadziała. Nie na pijaków. Zerknął na widocznie rozbawionego Madarę, zastanawiając się co wypędziłoby ich wszystkich za jednym zamachem. Najlepiej jak najszybciej.
-Owszem, przeszkadzacie mi w czymś baaardzo ważnym. -Przeciągnął słowa, zwracając dzięki temu na siebie ich uwagę. Szczerze wyglądali na jeszcze większych debili niż zazwyczaj. Każdy jak małe, brzydkie dziecko.
-Co? -Zapytał zdezorientowany Deidara, w końcu ośmielając się unieść głowę, aby na niego spojrzeć. Sasuke uniósł kącik ust ku górze z politowaniem i podszedł do Itachiego, łapiąc go za koszulkę. Nim w ogóle zdołał się zorientować o co chodzi, młodszy Uchiha wpił się w jego usta, dbając o to by wyglądało to jak najbardziej lubieżnie. Z boku słyszał gwizdy Madary i pomruki zirytowania Kisame. Szczerze wcześniej nie przemyślał tego co zrobił, ale jak wiadomo, Itachi nic, a nic nie zapamięta podobnie jak i jego głośna zgraja. I tak miało być. Oderwał się od brata, oblizując z zadowoleniem usta.
-A teraz proszę o opuszczenie mojego spokojnego domu, skoro z Itachim mamy już plany na spędzanie czasu... -Szepnął, mrużąc powieki. Można się domyślić jak bardzo był z siebie dumny gdy po krótkich komentarzach praktycznie wszyscy skierowali się do wyjścia. A Łasica stał tam gdzie go zostawił, jakby spetryfikowany. Odprowadził "gości" do drzwi, pomagając im się jak najszybciej stąd wydostać. A jak wrócą do domu to już nie jego biznes. Chciał tylko spokojnie się wyspać jak cywilizowany człowiek.
-Powiem Ci, że to było bardzo ciekawe. -Zmarszczył brwi, zerkając na rozradowanego Madarę. W jego przypadku było najbardziej prawdopodobne że coś zapamięta.
-Piśnij Itachiemu choć słowo, a umrzesz śmiercią tragiczną. -Szepnął, starając się aby brat tego nie usłyszał, po czym chamsko wypchnął go za drzwi. Odetchnął z zadowoleniem. Nareszcie mógł spać spokojnie.

  ***

Uchiha przeciągnął się w miejscu, budząc po nie do końca przespanej nocy. Nim zebrał w sobie siły do wstania trochę minęło, ale ostatecznie zszedł do kuchni, stanął przy blacie i zaczął parzyć codzienną kawę. Miał jeszcze trochę czasu zanim musiałby wyjść, aby zdążyć na pociąg do szkoły, toteż nie było potrzeby się śpieszyć. Zadrżał, gdy czyjeś ciepłe ręce objęły go w pasie, uniemożliwiając swobodny ruch.
-Jak tam główka? -Zapytał, delikatnie powątpiewając w to, czy Itachi jest już do końca trzeźwy. No i to powitanie też nie było codzienne.
-Dobrze, ale mogłoby być lepiej. -Parsknął. Chciał dopowiedzieć coś od siebie, ale powstrzymał się, przypominając sobie o tym, że Łasica już nie jest pijany i nie wyszłoby to dla niego na dobre. Ale przynajmniej było widać, że nie pamięta wczorajszej sytuacji. I dobrze, bo chyba spaliłby się ze wstydu.
-Sasuke...
-No?
-Madara wysłał mi zdjęcie.
-Jakie zdjęcie? -Zmarszczył brwi, szukając w głowie informacji o jakiś zdjęciach związanych z Madarą. Zero, nic, pustka. Itachi z zaskakującym jak na siebie uśmiechem pogrzebał w kieszeni, wyjmując czarną xperię. Podsunął mu wyświetlacz praktycznie pod sam nos, zmuszając do przeanalizowania wszystkich niepożądanych detali.
-Zabiję. Gnoja. -Syknął przez zaciśnięte zęby, z zażenowaniem odwracając głowę. Kiedy on zdołał to zrobić? Fotografia przedstawiała jego, jak zachłannie wpijał się w usta Itachiego. Brat zaśmiał się gardłowo, zacieśniając swój chwyt. Sasuke właśnie stracił całą ochotę aby iść do szkoły. Skoro Łasica miał to zdjęcie, to pewnie reszta ich "słodkiej" paczki również.
-Ustawię je sobie na tapecie. Prawdopodobnie na zawsze.
-Wal się. -Burknął pod nosem, szukając zajęcia w postaci zmywania naczyń. Gorzej czerwony w życiu się nie czuł i zapamiętał aby następnym razem zniszczyć Madarze jego pięknego, nowiutkiego apple'ia. O tak.

3 komentarze:

  1. W końcu ;D
    Tęskniłam za tobą droga autorko.
    Shot świetny. Uśmiałam się strasznie. Aż siostra się pytała co tak ryja cieszę xd
    Z niecierpliwością czekam na rozdział Tronu.
    Serdecznie pozdrawiam i dużo weny życzę Senri97 ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo ❤ Takie było założenie, żeby spróbować zrobić coś śmiesznego.Ja też stęskniłam się za pisaniem, a jak dalej mi się wena utrzyma to będzie widać tego efekty. Dziękuję za komentarz!

      Usuń
  2. Pocieszny one shot ^^ Więcej takich!!

    OdpowiedzUsuń